MIAMI TAKIE NIE JEST

Miami to słońce, dużo przestrzeni i język hiszpański. Mieliśmy nadzieję, że podczas spaceru po plaży przebiegnie obok nas sam Mitch Buchannon, ale okazała się ona wyjątkowo wietrzna i wyludniona. Chyba nie trafiliśmy na szczyt sezonu.

 Miami w pigułce

Korzystając z porad znalezionych w internecie, wsiedliśmy w darmowy trolley i zrobiliśmy nim dwie rundki, podziwiając centrum z wysoka. Zdziwił nas wyjątkowo mały ruch na ulicach. Chłopakom zaświeciły się oczy na widok American Airlines Arena, ale nawet nie próbowaliśmy zdobyć biletów na mecz koszykówki.
Trzema głównymi punktami naszej wycieczki zostały:
Mała Hawana

Wbrew wyczytanym przed wyjazdem opowieściom, nikt nie tańczył na ulicach, ale kubańskie wpływy widać było na każdym kroku! Niska zabudowa, czerwona cegła, piękne balkony i kolorowe hiszpańskojęzyczne napisy. Na koniec wypiliśmy cafe cubano, zjedliśmy słodkości, które nie przypominały nam niczego, co można znaleźć w Polsce i ruszyliśmy dalej.

miami
miami
miami
miami
Plaża i wypoczynek pod palmami

Najfajniejszy moment dnia, beztroskie leżenie na zielonej trawie i rozmowy o tym, jakie mamy szczęście, że tu jesteśmy! Na promenadzie mijały nas nastolatki na rolkach, obok nas spacerowały rodziny z dziećmi, a emeryci siedzący na ławkach w cieniu palm pogrywali w szachy lub czytali gazety.

miami
miami
miami
miami
miami
Pierwszy amerykański posiłek XXL
Ogromne burrito. Tu na szczęście zdjęcia nie ma, ale porcja była duża i tłusta. Starczyła nam na pół dnia chodzenia. Z perspektywy czasu, dochodzimy do wniosku, że spodziewaliśmy się jeszcze większej porcji.
Podczas wcześniej wspomnianych oczekiwań na przystanku, udało nam się poznać Francuzkę mieszkającą w Miami na stałe. Zagadała do nas po tym, jak chłopcy ustąpili jej miejsca na ławce. Stwierdziła, że na pewno nie jesteśmy z Miami i ostrzegła przed kieszonkowcami grasującymi na ulicach. Dziękowała nam kilka razy, narzekając, że życie w Miami wcale nie jest takie kolorowe i w sumie nie wie dlaczego nie wróciła do Europy. Kiwaliśmy ze zrozumieniem głową, zastanawiając się czy autobus przyjedzie przed zapadnięciem zmroku.

Tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy cudowny dzień bez samochodu w Miami. Mieście wyjątkowym, nie podobnym do żadnego, które zwiedziliśmy potem przez kolejne dwa tygodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *