MIAMI BEZ SAMOCHODU

Miami
A może by tak jeden dzień na amerykańskiej ziemi spędzić bez samochodu? Tym bardziej, że to nasze pierwsze chwile po wypożyczeniu auta i nie do końca wiemy co nas czeka na ulicach Miami. Zresztą, w tak dużym mieście komunikacja miejska powinna chodzić jak w zegarku.

Nie do końca.

Dojście do najbliższego przystanku autobusowego wymagało od nas przebiegania przez drogi szybkiego ruchu, chodzenia po krawężnikach i poszukiwanie choćby najmniejszego śladu chodnika. Po przejściu prawie dwóch mil udało nam się zlokalizować przystanek, niestety bez rozkładu jazdy, ale za to z ławeczką. Postanowiliśmy czekać do skutku. W ponad 35 stopniowym upale.

Po około pół godzinie nadjechał autobus. Prawie pusty, nie licząc kilku czarnoskórych staruszków. Dojazd do centrum Miami zajął wieki. Przy okazji cały czas musieliśmy mieć się na baczności, żeby wysiąść na dobrym przystanku. Im bliżej centrum tym więcej staruszków na pokładzie, tym razem dominowali Latynosi. Ciekawostka, o której nie mieliśmy pojęcia, a którą teraz zauważamy na wielu amerykańskich filmach – wewnątrz autobusu, pod oknami biegnie linka (zwykle żółta), po długim zastanowieniu: pociągnąć czy nie pociągnąć, zaryzykowaliśmy. Okazało się, że to mniej nowoczesna forma guzika „na żądanie”.

Udało nam się zobaczyć to, co zaplanowaliśmy, ale za cenę długich marszów w poszukiwaniu przystanków i jeszcze dłuższych oczekiwań na autobus, raz podczas kilkuminutowego urwania chmury. Z jednej strony było fajnie, mieliśmy dużo czasu na przyglądanie się zwykłym pasażerom, spacery po przedmieściach Miami, nie musieliśmy martwić się o parking. Ale z drugiej – takie rozwiązania na dłuższą metę to strata czasu, szczególnie dla kogoś kto nie ma go za dużo.

Zresztą, po co się męczyć, skoro paliwo jest tanie jak woda, drogi szerokie, wszystko na wyciągnięcie ręki przez otwartą szybę. Dodatkowo na drodze panuje pełna kultura (stwierdzamy to po przejechaniu 4500 km). Następnego dnia z ulgą wsiedliśmy do naszego auta. To chyba nie jest kraj dla niezmotoryzowanych ludzi.

2 Replies to “MIAMI BEZ SAMOCHODU”

  1. Kumpel był jakiś czas temu na Florydzie przez kilka miesięcy… samochodu nie miał, bo do roboty na czarno woził go szef. Ale wybrali się w kilka osób piechotą do marketu – jakieś pół godziny drogi. Mówił, że zatrzymywały się samochody i rzucano im jakieś drobniaki, bo tam po nogach chodzą tylko bezdomni i kompletni biedacy 😉

    1. Haha, też czuliśmy się dziwnie przebiegając przez ulicę na przełaj, bo nie było nigdzie pasów lub spacerując po pustych chodnikach. Na dłuższą metę bez auta jest bardzo ciężko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *