SINGAPUR – ZWIEDZANIE I NOC NA LOTNISKU

Nasz plan na Singapur to przede wszystkim spacer po mieście i wizyta w podobno najlepszym ogrodzie zoologicznym na świecie. Jeden dzień to zdecydowanie za mało na pobyt w tym małym mieście-państwie.


Hostel

Do naszego
hostelu dotarliśmy około północy. Niewielki kwadratowy pokój bez okna, posiadał wszystko
to, czego potrzeba na spędzenie jednej nocy. Łóżko piętrowe, mały stolik,
lustro i kosz na śmieci. Łazienka była wspólna dla wszystkich gości i
przypominała trochę tę z Hongkongu. Słuchawka prysznicowa znajdowała się tuż nad sedesem. Po raz kolejny musieliśmy też uciekać przed karaluchami,
tym razem przechadzały się tuż pod drzwiami łazienki. Pamiętając poprzednią nieudaną
walkę, zakryliśmy je leżącym nieopodal Cosmopolitanem. Skoro nie możemy się ich
pozbyć, to chociaż nie bądźmy zmuszeni na nie patrzeć. Na zwiedzanie
Singapuru mieliśmy tylko jeden dzień, więc po kilku godzinach snu byliśmy znów na nogach. Po standardowej hostelowej kanapce z dżemem, popitej rozpuszczalną
kawą ruszyliśmy w drogę.

Hostel Drop Inn to jedna z najtańszych opcji noclegowych jaką udało nam się znaleźć. Położony jest dość daleko od centrum, za dzielnicą Little India. Dodatkowa opłata za późne przybycie oraz skromne śniadanie. Dobre rozwiązanie na jedną noc.

Little India

Pierwszy
przystanek to Little India. Z przewodnika dowiedzieliśmy się, że w restauracji Banana Leaf Apolo serwowane są dania na liściach bananowca. W związku z tym,
że nasz plan dnia był dość napięty, zdecydowaliśmy się zjeść tam lunch już o dziesiątej
rano. Byliśmy pierwszymi klientami, a ilość jedzenia, którą nam zaserwowano
wystarczyła na cały dzień. Małe Indie to bardzo kolorowa i wbrew pozorom czysta dzielnica. Na każdym rogu widać kobiety ubrane w tradycyjne sari, w
pomniejszych uliczkach rozłożone są stragany z barwnymi tkaninami, na ulicach
panuje porządek i można bez obaw przejść na drugą stronę jezdni. Dzielnica kontrastuje swoim spokojem z tłocznymi, nowoczesnymi i opanowanymi przez galerie handlowe częściami miasta. 

Chinatown

Singapur to taka Azja w pigułce, tuż po indyjskich klimatach czekało na nas Chinatown, pełne straganów, papierowych lampionów, małych knajpek i
świątyń. Postanowiliśmy przysiąść
w jednej z knajpek i ochłodzić się zimnym piwkiem, ustępując miejsca wszędobylskim turystom.

Singapore ZOO

Ten ogród zoologiczny nie ma sobie równych. Pomimo tego, że udało nam się wygospodarować pół dnia na zwiedzanie, i tak oglądaliśmy wszystko w pośpiechu. Spacer po ZOO przypominał wędrówkę po lesie tropikalnym. Do wielu zwierząt można było podejść z bliska i pogłaskać (nietoperz, lemury), były również pokazy słoni (to akurat nie do końca przypadło nam do gustu, ale siedzące obok nas dzieciaki były zachwycone). Udało nam się również zobaczyć kangura i białego tygrysa. Ogród znajduje się z dala od miejskiego zgiełku, ma ogromną powierzchnię, dzięki czemu większość zwierząt nie tłoczy się w klatkach i może się swobodnie poruszać. To chyba najbardziej optymalna opcja dla zwierząt pozbawionych życia na wolności.  Namawiano nas również na udział w Nocnym Safari, które podobno robi furorę wśród turystów, niestety nie starczyło nam już na nie czasu.

Lotnisko Changi

Lot powrotny zaplanowaliśmy na wczesny poranek następnego dnia. Noclegi w Singapurze nie należą do najtańszych, dlatego postanowiliśmy na własnej skórze sprawdzić, czy tamtejsze lotnisko naprawdę jest numerem jeden na świecie.
Potwierdzamy – nie byliśmy oczywiście na wszystkich lotniskach świata, ale lotnisko Changi jest wyjątkowe. Czasami mieliśmy wrażenie, że to bardziej galeria handlowa i park rozrywki w jednym. Mimo wszystkich atrakcji, dla nas sprawą kluczową pozostało znalezienie odpowiedniego miejsca do przenocowania. Mieliśmy szczęście, bo przypadkiem trafiliśmy na ekspozycję dotyczącą lotniska, znajdującą się na uboczu, z widokiem na pas startowy i miękkim dywanem. Zaopatrzeni w mini śpiwory ułożyliśmy się pod makietami samolotów i przespaliśmy we względnym komforcie kilka godzin. Niedaleko znajdowała się łazienka, również mało uczęszczana. Było nam o wiele wygodniej, niż poprzedniej nocy w hostelu. 
Poniżej widok jaki mieliśmy przed pójściem spać i po przebudzeniu.

Nadal jesteśmy zachwyceni Singapurem i mamy nadzieję wrócić tam czym prędzej, aby pozwiedzać wszystkie te miejsca, na które nie starczyło nam czasu w ciągu tego jednego dnia.

Ciekawostki

Singapur jest nazywany „Miastem Lwa”


Singapur posiada bardzo surowe prawo – za morderstwo, piractwo, posiadanie narkotyków, gwałt, korupcję, dążenie do wojny, przestępstwa przeciwko prezydentowi oraz asystowanie w samobójstwie osobie poniżej 18 roku życia (!) grozi kara śmierci. Istnieje również kara chłosty.


W Singapurze zapłacimy bardzo wysoki mandat m.in. za palenie, jedzenie i picie w publicznym miejscu oraz przewożenie króla owoców – Duriana. Możemy być pewni, że w przypadku tego owoca, zdradzi nas jego zapach. 


Zabroniona jest sprzedaż i zakup gumy do żucia. 


Singapur jest drugim najgęściej zaludnionym państwem świata po Monako

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *