KOALA I KANGURY

Pomysł na wizytę w Sydney przyszedł dość spontanicznie. Podczas planowania trasy wyjazdu zastanawialiśmy się co ciekawego można zobaczyć w niedalekiej okolicy Półwyspu Malajskiego. W tym samym czasie linie Air Asia wypuściły promocję na loty do Sydney. Po przeanalizowaniu za i przeciw doszliśmy do wniosku, że taka okazja może się już nie zdarzyć. Jak się później okazało zdarzyła się nawet dwa razy.

Wizyta w Sydney była dla nas czymś kompletnie abstrakcyjnym. Dopiero kilka dni po powrocie, spoglądając na mapę dotarło do nas, że byliśmy dokładnie po drugiej stronie kontynentu, spełniając jedno z naszych marzeń. 

Natura, architektura, kuchnia, ludzie, kultura, o wszystkim tym można napisać wiele, dlatego dziś skupimy się na pierwszym punkcie.

O australijskiej faunie i florze uczyliśmy się pokrótce w szkole. Dla nas, wizyta w Sydney była niezłą lekcją biologii. Tylu gatunków roślin i zwierząt (szczególnie ptaków), nie widzieliśmy chyba nigdzie indziej.

Oczywiście królem naszej wycieczki był miś Koala. Zrobiliśmy mu ponad 150 zdjęć (sic!) w każdej możliwej pozycji. W ogrodzie zoologicznym w centrum miasta, można nawet za opłatą pogłaskać lub nakarmić misia.

Pomimo poszukiwań nie udało nam się zobaczyć kangura. Było nam dane to nadrobić dopiero podczas wizyty w Singapurze. Zwierzątko poniżej trochę przypomina znanego torbacza, ale to jego mniejszy kuzyn.

A takie śmieszne ptaki, podobne do sępów, przechadzały się po parkach i porcie. Mają dziwne kolana, które przy siadaniu odginają się im się w przód, a nie w tył. Nie są zbyt ładne, ale pokojowo nastawione.

Poniżej jedna z najbardziej znanych plaż w mieście – Bondi Beach. Na prawo od tego miejsca znajduje się punkt widokowy, z którego przy odrobinie szczęścia, można wypatrzyć wieloryby. Nam szczęścia zabrakło.

Według pani pracującej w ogrodzie, ten ptaszek uwielbia pozować do zdjęć. Zrobiliśmy mu całą sesję!

W rzeczywistości misie Koala naprawdę wyglądają jak pluszowe zabawki. W dzień głównie śpią lub w wolnym tempie przemieszczają się po drzewach w poszukiwaniu jedzenia.

Sydney to bardzo zielone miasto, pełne miejsc do odpoczynku blisko przyrody. W parku w centrum miasta (czasami porównywanego do Central Parku w Nowym Jorku) są nawet tabliczki zachęcające do rozłożenia koca na trawie, przytulania drzew lub posiłku na świeżym powietrzu. I wszystko to z widokiem na najsłynniejszą operę świata!

Następnym razem opowiemy własnie o niej i o pozostałych charakterystycznych elementach architektury miasta!

Zobacz także:

Sydney – co zobaczyć

4 Replies to “KOALA I KANGURY”

  1. Zwierzęta Australii są wyjątkowe, niespotykane nigdzie indziej! 🙂 I nie tylko ssaki, takie jak dziobaki czy mnóstwo torbaczy, również ptaki i gady zamieszkujące ten kontynent są jak takie zoologiczne perełki. Jak dla mnie – marzenie!
    PS Koala to tak naprawdę torbacz, a nie miś – bliżej mu do kangura niż do niedźwiedzia. 😉
    A po ciekawostki o koalach (prosto od zootechnika;) zapraszam tutaj – http://adzik-tworzy.blogspot.com/2015/12/koala-z-zaskoczenia.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *