QUITO – CO ZOBACZYĆ?

O tym, że polecimy do Quito zdecydowaliśmy dość spontanicznie. Nie ma co
ukrywać, zachęciła nas niska cena przelotu oraz możliwość zwiedzenia
Panamy podczas tranzytu.
Stolica Ekwadoru położona jest wysoko w
Andach, mniej więcej na wysokości 2800 m.n.p.m. Byliśmy świadomi tego,
że prawdopodobnie będziemy odczuwać objawy choroby wysokościowej, ale na
szczęście były one bardzo łagodne. Pogoda, którą zastaliśmy w Quito
była dość przyjemna, jednak codziennie w godzinach
popołudniowych przechodziła burza z intensywnymi opadami. W nocy
temperatura spadała o około 10 stopni, ale nasz pokój był przygotowany
na taką ewentualność – na każdym łóżku znajdowało się około 8 koców
(wszystkie z wełny alpaki), przez co chłód nie dawał się zbytnio we znaki. Plusem klimatu wysokogórskiego był brak insektów i innego rodzaju niespodziewanych gości, których mieliśmy już okazję spotkać na niższych wysokościach.

Pierwsze
co nas uderzyło po przylocie, to dość duża odległość lotniska od centrum miasta,
które jest dość nowe i nie posiada takich udogodnień jak np. bezpośredni
autobus do centrum. Jedynym wyjściem jest taksówka, a w związku z tym,
że jedzie się prawie 2 godziny, cena nie należy do najniższych. Na
szczęście dla nas, taksówkarze wybierali poboczne, mało uczęszczane
drogi, więc mogliśmy pozwiedzać okolicę z tej mniej turystycznej strony. 

Podobnie jak w Peru, tak i w Ekwadorze, na każdym kroku ostrzegano
nas przed panującą powszechnie przestępczością. W hostelu, w którym
mieszkaliśmy, były nawet specjalne wskazówki gdzie nie chodzić i czego
można się spodziewać na danej ulicy. Najbardziej zaciekawiły nas
ostrzeżenia przed nocnym spacerowaniem w rejonach placu Foch. Grasują
tam zorganizowane grupy przestępcze, które po upatrzeniu sobie ofiary
(zazwyczaj turysty), potrafią śledzić go przez kilka przecznic, idąc
równoległymi ulicami i porozumiewając się między sobą telefonami
komórkowymi. Koniec takiej historii nie należy do najweselszych…

Podczas
zwiedzania skupiliśmy się na dwóch miejscach – starym mieście wpisanym
na światową listę UNESCO oraz wiosce Mitad del Mundo (o tym w następnym
poście).
Najpopularniejszą atrakcją turystyczną w Quito jest Plaza de
San Francisco, na większości okolicznych uliczek znajdują się kościoły,
klasztory i inne miejsca sakralne, na przemian z restauracjami, barami i sklepami z rękodziełem.

W jednym z barów zamówiliśmy cafe pasado, którą podaje się w dość specyficzny sposób – najpierw kelner przynosi mocny ekstrakt z kawy, wyglądający jak sos sojowy albo przyprawa do zupy, następnie zalewa się go wrzątkiem, który zostaje doniesiony kilka minut później.

 Ekwador jest jednym z głównych eksporterów bananów. Można je kupić wszędzie, w dowolnym rozmiarze, kształcie i smaku. W związku z tym, że są bardzo tanie, postanowiliśmy spróbować wszystkich odmian jakie napotkaliśmy po drodze. Najbardziej zainteresowały nas ogromne zielone banany, które jednak, jak się okazało dopiero po skosztowaniu, nadają się wyłącznie do gotowania lub smażenia. Ekwadorczycy najchętniej kupują banany z brązową skórką, które u nas uchodzą już za zbyt dojrzałe albo wręcz zepsute.

Oficjalną walutą Ekwadoru jest amerykański dolar, jednak reszty są często wydawane w ekwadorskich centach, nieakceptowalnych nigdzie indziej. W porównaniu do Peru, Ekwador jest krajem o wiele tańszym, a za 2 dolary można spokojnie zamówić dwudaniowy obiad, z deserem i napojem w dobrej klasy restauracji.

4 Replies to “QUITO – CO ZOBACZYĆ?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *