SPACER PO LIMIE

Zwiedzanie Limy podzieliliśmy na dwie części – stare centrum miasta oraz wybrzeże Oceanu Spokojnego na Milaflores.
Lima
została założona przez słynnego konkwistadora Fransisco Pizarro,
obecnie ma ponad 8 milionów mieszkańców, z czego większość stanowi
ludność przyjezdna z innych regionów. Wpływy hiszpańskiej kultury widać
praktycznie na każdym kroku, a niektóre ulice są wręcz bliźniaczo
podobne do tych, które widzieliśmy np. w Sewilli.

Centrum miasta
stanowi Plaza de Armas z Katedrą zbudowaną przez założyciela miasta,
Pałacem Arcybiskupa oraz Pałacem Gubernatora, w którym znajduje się
siedziba prezydenta Peru. Codziennie w samo południe odbywa się huczna
zmiana warty przy akompaniamencie jednej z popularniejszych
peruwiańskich ballad „El Cóndor Pasa” (w Polsce melodia ta znana jest
dzięki piosence Lubelski Full :)). Charakteru peruwiańskim ulicom nadają
kościoły i katedry, posiadające charakterystyczne dzwony na krępych i
niskich kolumnach i często pomalowane są na kolorowo. W środku
prezentują się równie bogato, a to co zauważa się wśród wiernych
modlących się wewnątrz, to kult dla posągów świętych (są one bogato
zdobione, z mnóstwem kwiatom i oblegane przez wiernych proszących o
łaski).

W obrębie centrum znajduje się mnóstwo tańszych i droższych
barów i restauracyjek. Zachęceni recenzją przewodnika Lonely Planet,
postanowiliśmy odwiedzić jedną z najstarszych knajpek w okolicy Cordano.
Zamówiliśmy deser o tajemniczej nazwie Pankeke (który okazał się
pysznym naleśnikiem na słodko) oraz filiżankę długo poszukiwanej przeze
mnie mate de coca. Co prawda podano nam ją w wersji ekspresowej (tej
prawdziwej liściastej mieliśmy skosztować później), ale cel tak czy siak
został osiągnięty. 

Mate de coca to napój typowo peruwiański,
parzony na bazie liści koki (czyli krzewu kokainowego). Zwalcza objawy
choroby wysokogórskiej (działa!), a ponadto pobudza w stopniu podobnym do
kawy. Sam smak jest typowo ziołowy – coś jakby mięta pomieszana z
melisą. Wielu Peruwiańczyków pracujących fizycznie żuje liście koki
przed rozpoczęciem dnia pracy. Cena za kilogram suszonych liści – 40
soli (50 zł), jednak nie są one dostępne w każdym sklepie. Często
sprzedaje się ją na targach, ale i tak musieliśmy się porządnie
naszukać. Z krzewu kokainowego, jak sama nazwa wskazuje, produkuje się
kokainę. Z tego też powodu, wywóz suszonych liści poza granice Peru jest
zakazany. My ograniczyliśmy się do zakupu herbaty i cukierków z koki.
Oczywiście to nie jest tak, że po wypiciu filiżanki herbaty człowiek
czuje się jak po narkotykach No, może troszkę bardziej pobudzony. 

Liście koki sprzedawane na wagę (targ w Huancayo)

Nasz
spacer po centrum zakończyliśmy zwiedzeniem ruin wałów obronnych nad
rzeką Rímac. Początkowo miały one chronić przed atakami piratów, jednak
zburzone w XIX wieku obecnie stanowią atrakcję turystyczną Parque de la
Muralla. W parku można schronić się przed słońcem i podziwiać część
miasta położoną po drugiej stronie rzeki. Duże wrażenie robi góra z
krzyżem na szczycie, na której po jednej ze stron zbudowane są
różnokolorowe domy mieszkalne.

Czarna kukurydza służy głównie do produkcji artykułów spożywczych (soki, kisiele, słodycze). Z niej właśnie tworzy się jeden ze słynniejszych napojów peruwiańskich – chicha morada.
Chicha morada – na bazie czarnej kukurydzy, ananasa, limonki i cynamonu.
Kilka rodzajów ziemniaków – różnią się smakiem, kształtem i zastosowaniem.

Ostatnim etapem naszej wycieczki po Limie była podróż nad brzeg Oceanu Spokojnego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *