LIMA PIERWSZE WRAŻENIA

Trasę Mediolan – Sao Paolo – Lima pokonaliśmy brazylijskimi liniami
TAM. Czytając recenzję i artykuły na temat przewoźnika mieliśmy obawy
czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale o dziwo komfort lotu był
porównywalny do tego, który odbyliśmy w zeszłym roku liniami Qatar
Airways. Obyło się bez opóźnień, a czas oczekiwania na tranzycie wyniósł
około 6 godzin. Razem z nami podróżowała grupka Polaków, którzy również
skorzystali ze styczniowej promocji cenowej. Właściwie to Polaków
spotykaliśmy dosłownie w każdym miejscu (niestety w większości nie
zachowywali się zbyt kulturalnie…).

Pierwsze, co nas uderzyło po
wylądowaniu na lotnisku w Limie to ogromna zmiana temperatur. Byliśmy
przygotowani na ciepło, ale upał, który zastaliśmy zaskoczył nas
niezmiernie. Razem z dwójką nowo poznanych Polaków, postanowiliśmy
poszukać taniego transportu do centrum (taksówki kosztowały 45 soli,
więc jak na tamte ceny dość drogo). Szczęśliwie niedaleko lotniska
znajdował się przystanek prywatnych autobusów miejskich. Prywatnych,
ponieważ każdy, kto uciuła trochę grosza może kupić sobie bus, autobus
lub furgonetkę i ustaloną przez siebie trasą wozić pasażerów. 

Wiedzieliśmy
tylko tyle, że przejazd kosztuje 2 sole oraz że chcielibyśmy dostać się do
centrum. Podeszliśmy na przystanek i już 2 sekundy później nadjechał
mikroskopijny bus z otwartymi na oścież drzwiami, w których „naganiacz”
wykrzykiwał trasę przejazdu, popędzał ludzi i sprzedawał bilety. Z
napisu na drzwiach dowiedzieliśmy się, że przejeżdża obok centrum, więc
całą czwórką wpakowaliśmy się do środka. Udało mi się znaleźć miejsce
siedzące (gdzie ledwo mieściły się nogi), ale chłopcy zgięci wpół,
musieli wytrwać całą trasę na stojąco. Co gorsza, naganiacz nie zrażał
się tym, że busik jest już pełen i zapraszał coraz to więcej ludzi. Na
szczęście drzwi ani okna się nie domykały, więc było czym oddychać.

Zaskakiwały
nas osoby, które kupowały w sklepie paczkę np. cukierków (lub papieru
toaletowego), wchodziły do takiego autobusu, mówiły przydługi wierszyk i
sprzedawały pasażerom po cukierku za 1 sola. Z jednej strony było to
trochę męczące, ale z drugiej podziwialiśmy ich za to, że wolą zarobić
na chleb różnymi sposobami, niż żebrać na ulicy. 

Ciekawą funkcję w pojazdach w Limie pełnią klaksony. Każdy ruch pojazdu inny niż jazda do przodu odbywa się przy akompaniamencie sygnału dźwiękowego (skręt w prawo, klakson, wyprzedzanie, klakson, zjazd na parking, klakson, zbliżanie się do przystanku, klakson, pozdrowienie innego kierowcy, klakson). Jak się okazało, nawyk ten wszedł już w krew peruwiańskim kierowcom, a nieużywanie klaksona jest po prostu niepraktyczne.

Jechaliśmy dobre
pół godziny, w końcu pan naganiacz powiedział, że to już centrum i
kazał nam wysiąść. Oczywiście do centrum brakowało jeszcze z 6 km,
ale nikt z nas nie miał mapy, żeby to sprawdzić. Z braku pomysłu na to w
którą stronę się kierować, postanowiliśmy przespacerować się po
okolicy. Okazało się, że wysiedliśmy na ulicy Javier Prado, dość
bezpiecznej i nowoczesnej, ale przeraźliwie nudnej. Postanowiliśmy
odpocząć na trawniku i rozdzielić się (my kierowaliśmy się na centrum,
chłopaki w stronę oceanu).

Atrakcje turystyczne w Limie

Okolice Javier Prado

Okolice Javier Prado część druga
Inca Kola – napój gazowany o smaku lemoniady i gumy balonowej – popularniejszy niż Coca-Cola
Autobus miejski

Podróż po Limie – autobus nie należy do najnowszych.

Nie do końca rozumieliśmy jeszcze jak
działają prywatne autobusiki i jak znaleźć ten, który dowiezie nas tam gdzie chcemy, a w związku z tym, że szkoda nam było kasy na taksówkę, postanowiliśmy przejść trasę 6 km pieszo ufając, że coś ciekawego uda
nam się po drodze zobaczyć. Jeśli za ciekawą rzecz można uznać stadion i
drogę szybkiego ruchu, to chyba się udało.

Zdjęcia mają dość kiepską jakość, gdyż obawiając się kieszonkowców zabraliśmy ze sobą najprostszy aparat kompaktowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *